wtorek, 10 czerwca 2014

Rozdział 3

Trzeba było przyznać, że hotel przypominał prawdziwy pałac. Bogate zdobienia i obrazy przedstawiające XIX-wiecznych mieszkańców posiadłości sprawiała, że czułam się jak Disney’owski Kopciuszek. I byłabym w siódmym niebie, gdyby nie to, że inni goście się na mnie gapili. Nic dziwnego, w końcu byłam cała we krwi.
-Mówią, że mają tylko dwa pokoje dwuosobowe-powiadomiła Junona. Chwilę potem odciągnęła mnie na bok.-Posłuchaj, wiesz, że cię uwielbiam, ale muszę dzielić pokój z Xavierem. Tylko dzisiaj, dobrze?
Czy wszyscy dokoła próbowali zepsuć mi pobyt w tym miejscu? Co ja im zrobiłam, do cholery?!
Ale Junona była moją przyjaciółką i tyle razy uratowała mi życie, że mogłam dzielić pokój z jej bratem.
-Pewnie. Powodzenia z Xavierem.
-Przecież mnie żaden facet się nie oprze.-Posłała mi swój popisowy uśmieszek cwaniaka i pewnym krokiem ruszyła w stronę blondyna.
-Z tego jeszcze wynikną kłopoty-stwierdził Astaroth.
-To dlatego uważasz nasz pocałunek za błąd.
Uśmiechnął się kpiarsko.
-A może zostawiłeś dziewczynę w swoim wymiarze?
Jego uśmiech się poszerzył.
-Powiedzmy, że sądzę, że jesteś za młoda na związki o jakieś trzy tysiące lat?
-Za tyle lat będę martwa-odparłam, idąc za nim wąskim korytarzem.
Obrócił się do mnie, nie przestając iść.
-A więc przeliczmy to na ludzkie życie. Żeby zacząć się umawiać z chłopakami musisz skończyć trzydzieści lat.
-A z demonami z innego wymiaru?
-Dwa razy tyle.
-Mówisz jak moi rodzice!
-Mają przewidzianą taką ewentualność?-Zdziwił się.
-To m o i rodzice. Mają ewentualność na zombie.
-Na co?
-Żywe trupy.
-To głupie.
-Wiesz, że za sześćdziesiąt lat będę pomarszczona i siwa? Ale jestem pewna, że moi rodzice docenią to, że się podlizujesz.
-Muszę.
-Porwałeś mnie! Sądzisz, że zaskarbisz sobie ich przychylność?
-Dlatego muszę się starać.
-A co z moim zdaniem?
Stanął.
-A czego chcesz?
-Szczerze?
-Szczerze.
-Obecnie gorącego prysznica, a potem się zobaczy. Co ty na to? Skoro Junona może szaleć, to czemu my nie?
Uśmiechnął się i otworzył drzwi naszego pokoju.
-Jak sobie życzysz.
Wyprzedziłam go w drzwiach i od razu pobiegłam do łazienki. Nie miałam do czynienia z ciepłą wodą od… dwu tygodni.
Nalałam wody do wanny i ściągnęłam ubranie. Zanurzyłam się w niej i przymknęłam powieki. W końcu coś przyjemnego w tak uciążliwej podróży.
Wyszłam z wody dopiero wtedy, gdy zrobiła się różowa od krwi, a moje siniaki były widoczne. Owinęłam się szlafrokiem i zostawiając za sobą mokre ślady stóp, poszłam do pokoju.
-Pożyczysz mi ciuchy?-Spytałam. Mimo tego, że podróżowałam z nimi od kilku miesięcy, nie chcieli zainwestować w ciuchy dla mnie. Cały czas nosiłam ciuchy jego lub Junony.
Dłonią wskazał mi swoją niewielką sfatygowaną torbę.
-A mógłbyś mi podać jakieś ubranie?
-Jak dla mnie możesz zostać w szlafroku.
-Pro…-Nim zdążyłam dokończyć wręczył mi ogromną koszulę w kratę i jeszcze większe dżinsy.-…szę.
-Musimy kupić ci twoje własne ciuchy.
-Dziwne, że wpadliście na to, po trzech miesiącach w zimę.
-Wybacz.
Westchnęłam i pokręciłam głową. Wróciłam się do łazienki i szybko się przebrałam. Później zbiegłam na dół do recepcji.
-Dobry wieczór.-Przywitałam się.
-Dobry wieczór. W czym mogę pomóc?-Mimo miłego tonu, recepcjonistka zmierzyła mnie pogardliwym spojrzeniem.
-Czy jest tu gdzieś dostęp do internetu?
-Prosto korytarzem, a potem w prawo. Tam mamy kafejkę.
-Dziękuję bardzo… O, i te ubrania należą do chłopaka z D470. Pożyczył mi je, tak… po koleżeńsku.
Puściłam do niej perskie oko.
-Och… Miłego pobytu.-Zarumieniła się i spuściła wzrok. Ale każda recepcjonistka tak reagowała. Czysta zazdrość. Gorzej gdy widzą go bez przebrania.
Przeszłam korytarzem do kafejki i usiadłam przy jednym z komputerów. Weszłam w wyszukiwarkę i wpisałam tam tylko dwa słowa.
Willow Lane.
Wyskoczyło mi mnóstwo wiadomości na mój temat. Kilka wywiadów z przyjaciółmi, artykułów na temat mojego zniknięcia.
Był nawet wywiad do gazety.

WILLOW LANE.
Willow Lane to piętnastolatka i uczennica Pheonix High School. Jak każdy w tym wieku miała przyjaciół i jej największym problemem było zdanie egzaminów.
Ale to tylko pozory.
Istnieje wiele teorii dla motywu jej uprowadzenia, jak i wiele, które przeczą jakiemukolwiek uprowadzeniu. Mówi się, że Willow wpakowała się w kłopoty, bo była uzależniona od kokainy i to przemytnicy ją porwali.
Naszym zdaniem jednak o wiele bardziej prawdopodobne jest jej ucieczka z chłopakiem.
Obu tym teoriom przeczy rodzina i przyjaciele zaginionej.
,,Willow nigdy nie brała narkotyków. Chyba, że siłą.” Tak skomentowała sytuację siostra piętnastolatki, Caroline.

-To chore-szepnęłam do siebie.
Poszukałam innych informacji. Było nawet coś na rodzaj listu gończego, gdzie na zdjęciu dorysowali mi wąsy. Głupi żart dzieciaków.

Willow Lane. 15 lat. 160 centymetrów wzrostu. Czarne włosy, niebieskie oczy. Poszukiwana za… ucieczkę z cyrku!!!

-Żałosne.
W zasadzie to nie było tam, żadnego artykułu, który mówiłby mi, co działo się z moimi bliskimi. Kompletna pustka. Jedyne, co mi było wiadome to, że mówili, że nie mam chłopaka i nie byłam ćpunką.
-Wspaniale-szepnęłam, płacząc. Pocieszające było jedynie to, że nie było wzmianki o ich śmierci lub zaginięciu.-Dlaczego nic tu nie ma?!
-Bo przeszukujesz ten głupi inter… coś tam, zamiast poprosić mnie o pomoc.-Nawet nie usłyszałam jak Astaroth wszedł do kafejki. Nie zauważyłam również, że była pierwsza w nocy.
-A jak ty mi pomożesz?
-W końcu widzę i słyszę więcej niż inni, pamiętasz? Arizona nie jest daleko stąd, Willow.
-Mógłbyś mnie tam zabrać? Pokazać mi ich?
-Tylko tak jak ja ich widzę.
-Pokażesz mi ich?-Powtórzyłam, nie wierząc, że chociażby ich usłyszę.
Uśmiechnął się.
-Zrobię, co tylko będę mógł-zapewnił.
-Dziękuję.
W odpowiedzi jedynie się uśmiechnął.
-Jak masz zamiar mi ich pokazać-spytałam, gdy byliśmy już w naszym pokoju.
-To prostsze niż myślisz.-Usadził mnie sobie na kolanach i przyłożył swoje chłodne dłonie do moich policzków.-Zamknij oczy.

Zamknęłam je. W tym momencie zalała mnie ciemność, zaraz potem wszystko wyglądało inaczej. Jednocześnie było wszystko i nie było nic.